Będąc uważnym czytelnikiem „Wielkiej Rock Encyklopedii” mam wiele zastrzeżeń do tej książki. Została ona jednogłośnie obwołana największą i najdoskonalszą pozycją tego typu w Polsce, a słyszałem głosy że i na świecie. Tymczasem moim zdaniem dzieło przerosło mistrza. Pan Weiss zagubił się i powstała cegła z której pożytek jest bardzo wątpliwy.
Moje zastrzeżenia streszczę w kilku punktach:
1. Istotą każdej encyklopedii jest obiektywizm i równe traktowanie podejmowanych tematów. Pan Weiss lubi Beatlesów wiec napisał o nich taką bałwochwalczą PIGUŁĘ której przełknięcie jest prawie niemożliwe. Zespoły wyraźnie dzielą się na lubiane i nie lubiane przez autora.
2. Celem każdej encyklopedii jest łatwość odnajdywania szukanych informacji. W gęstwinie wymienianych koncertów i singli można stracić wzrok zanim znajdzie się poszukiwany szczegół.
3. Dyskografie to mieszanina albumów i składanek
4. Pierwszy tom jest dobrze sklejony – Drugi po krótkim czasie zaczął się rozpadać
5. Opasłość i rozmiar tomów utrudnia czytania tak długich haseł.
6. Na końcu każdego hasła znajduje się odnośni „patrz też”. Gdy chcę odszukać tylko informacje dotyczące tego odnośnika w tym danym haśle – graniczy z cudem odnalezienie tego. W starej encyklopedii takie odnośniki były pisane w tekście drukowanymi literami .
7. Pisanie o zespołach czy grupach w formie osobowej: wyjechała, podpisała – okropne
8. Przepaść czasowa między tomami to już po prostu gwóźdź do trumny tej ksiażki. Nie ma tutaj informacji na temat wielu lat historii rocka (A-E 2000-2008) – Absurd. Można przecież zatrudnić zespół autorów koniecznie niezależnych z zewnątrz ( broń Boże kolegów z redakcji „Teraz Rock” – rozbudowa haseł o ulubionych zespołach – krytyka nie lubianych – w encyklopedii nie ma na to miejsca) – i skończyć to dzieło w rok.
Podsumowując i tak chcę kupić III i IV tom Ale czy dożyję (?) i czy będę zadowolony (?) Wątpię